CHLEB W KULTURZE

 

 

 Poezja Staropolska

 

 

 

Krzysztof Opaliński 1610-1656

Satyry. Księgi wtórej Satyra III
(fragment)

... Polacy pochlebstwo nazwali

I pochlebców od tego, że po chlebie cudzym
Pochlebcy zwykli biegać, za chleb pochlebiając.

w. 53-55

Jan Andrzej Morsztyn 1613-1693

Non fecit taliter ulli nationi
Żadnemu narodowi tak wiele nie uczynił

 

Żadnej krainie Bóg nie błogosławił

Tak jako Polszcze, bo choć ją postawił
Wśrzód nieprzyjaciół krzyża zbawiennego,
W całości dotąd jest z obrony Jego,

Stąd ma i sławę, bo postronni wiedzą,

Że za jej strażą w bezpieczeństwie siedzą.
Do somsiadów też chleba nie biegamy
Prosić,
i owszem, swego udzielamy.
Czegoż chce więcej ta kraina z
nieba
Mając dość sławy, obrony i chleba? ..

Rządu potrzeba !

 

 

 

 

Ignacy Krasicki 1735-1801

Bajki i Przypowieści

Rolnik

Gospodarz w dwójnasób chcąc zys kować z roli,
Dobry grunt raz
i drugi uprawiał dowoli:

A chcąc nadto zys kować, sam sobie zaszkodził,
Zamiast zboża, zszedł kąkol i chwast się urodził.

Chleb i Szabla

Chleb przy szabli gdy leżał, oręż mu powiedział:

Szanowałbyś mnie bardziej, gdybyś o tern wiedział,
Jak ja na to pracuję, i w wieczór i rano,

Żeby twoich bezpiecznie darów używano.

Wiem ja, chleb odpowiedział, jakim służysz kształtem,
Jeźli mnie często bronisz, częściej bierzesz gwałtem.

Sąsiedztwo

Zeszło żyto na ziemi leżącej odłogiem;

Cóż po tern? kiedy zewsząd otoczone głogiem.
Grunt był dobry, chociaż go pług nigdy nie ruszył,
Byłoby z niego zboże, głóg wszystko zagłuszył.
Szczęśliwy, kto z równymi o granicę siedzi!

Zły głód, wojna, powietrze, - gorsi źli sąsiedzi.

 

 

 

Wacław Potocki 1625-1696

Sielanka
(fragment)

Dobry jest miód, lepszy chleb, co oń prosim nieba:

Chleb bez miodu możesz jeść, miodu nie bez chleba.

w. 378-379

Krucy wolni, gołębie winni
(fragmenty)

Kto ścierwem żył na świecie swemu k'woli ciału,
Cudzy chleb jadł bez prace, bez słońca upału,
Zostanie w piekle diabłu na wieki bigosem,
Kiedy anioł otrąbi boży bankiet głosem.

( ... )

Kto na chleb ręką robił, usiędzie z aniołem

W niebie za delikackim wszech rozkoszy stołem.

w. 23-26; w. 29-30

Ogród nie plewiony. 285 (F)
Broda

Nie zawsze broda płuży. Szlachcic jeden stary,
Zostawszy katolikiem z luterańskiej wiary,

Żeni się na Mazowszu, kędy, jako słychać,

Wolą człowieka zabić, wolą głodem zdychać
Niż post zgwałcić. Trafiło potem się przy piątku,
Niezwykłego będąc ów szlachcic żołądku,
Zdobywszy gdzieś kawalec syfa z chlebem spory,
Chce zażyć bez zgorszenia,
wlazszy do komory.

Jakoż nieźle w onym się posiłkował głodzie;

 

Ale skoro postrzeże okruszyny w brodzie
Żwawa żona, prawieć miał, nieborak, posiłek,
Kiedy mu z kucharkami ocięła zatyłek.

Odrzekł się tam syra ; już woli chleb z solą.

Wczas z brodą do balwierza, kiedy zadek golą.

Ogród nie plewiony. 263 (P)

Chlebem, czapką, solą
(Co sól ma do przyjaźni)

Staropolska przypowieść: czapką, chlebem, solą,
Jeżeli ich kto chce mieć, przyjaciół niewolą.

() chleb nie mówię, i psa człek chlebem zwycięży,
I czapką ludzi, komu na głowie nie cięży;

Pysznym się każdy brzydzi i każdy go mija.

Soli do przyjaciela co za relacyja?

Chyba żeby nie śmierdział, bo kto nią potrzęsie,
Smrodu ani robaka nie boi się w mięsie.

Aż ono, że nie w każdej urodzi się roli,
Trwały ma być przyjaciel, jako ryba w soli.

 

 

 

 

Franciszek Karpiński 1741-1825

Żale Sarmaty
(fragment)

Po tych rozbojach jedni zniechęceni
Pod nieznajome rozbiegli się nieba,
Drudzy ostatnią nędzą przyciśnieni,

W swych kiedyś domach, dzisiaj żebrzą chleba!
Insi, rozdani na Moskwę i Niemce,

Na roli ojców płaczą - cudzoziemce.

Na procesję Bożego Ciała

Zróbcie mu miejsce, Pan idzie z nieba,
Pod przymiotami ukryty chleba!
Zagrody nasze widzieć wychodzi

I, jak się dzieciom Jego powodzi.

Otocz Go wkoło, rzeszo wybrana,
Przed Twoim Bogiem zginaj kolana!
Pieśń chwały Jego śpiewaj z weselem,
On Twoim Ojcem, On przyjacielem.

Nie dosyć było to dla człowieka,
Że na ołtarzu codzień go czeka:

Sam ludu Swego odwiedza ściany,
Bo nawykł bawić między ziemiany.

U ścielajcie M u kwiatami drogi,
Którędy Pańskie iść będą nogi!
Okrzyknijcie to na wszystkie strony:

"W środku nas idzie Błogosławiony!"

Straż przy nim czynią Anieli możni,
Nie przystępujcie blisko, bezbożni!

Obyście kiedyś i wy poznali,
Jakiegośmy tu
Pana dostali!

On winy nasze darować lubi,

Jego się wsparciem ten naród chlubi.
W domu i w polu daje nam dary,
Serc tylko naszych żąda ofiary.

Niesiemy ci je, Boże, niesiemy!
Dawaj nam łaski, sercać dajemy.
I tej zamiany między stronami
Niebo i ziemia będą świadkami.

My nie słyszymy, jak nam niebiosy
Odpowiadają swe mi odgłosy.

o pogodę

Dosyć, Boże, deszcze lały!
Twoje się dzieci zebrały,
Proszą od ciebie pogody: .
Błyśnij słońcem, spłyną wody!

Spojźrzyj na niwy zgubione,
Na sługi Twoje strwożone,
Wróć plon, który nas posili,
Ażebyśmy Ci służyli.

o deszcz

Ciebie, Boże, lud Twój wzywa!
Grozi głodem oschła niwa.

Niech tylko Pan chmurom rzecze,
A obfity deszcz pociecze.

Wzrusz się dla nas, Ojcze miły,
Dzieci Twe Cię obstąpiły.

Jeżeliśmy łaski godni,

Masz chleb w ręce, a my głodni.

 

Chleb i łzy

N as za gospodyni
mało chleba daje,
idzie do komory,
godzinę go kraje.

Ukraje, ukraje,
jak dębowy listek,

i jeszcze mnie pyta,

czy ja go zjem wszystek.

Cóżbym go nie zjadła,
kie go mało dała,

po co się to, po co,
czy zjem go, pytała.

Jak mi go położy,

w sieni nade drzwiami,
co poźrę na niego,
zaleje się łzami.

Lud, II, 355

Pieśń dożynkowa

Dożęli żytko do odłogu,
Podziękujemy Panu Bogu.

Plon niesiem.

Uchylaj panie cisowe wrota,

Niesiem wianeczek z szczerego złota,
Plon niesiem.

A nasz wianeczek jedwabiem wity,
Nie wykupisz pan za talar bity,
Plon niesiem.

Nie żałuj panie siwego konia,

Ślij po muzyki choć do Krakowa,

Nie żałuj panie siwego źrebca,
Ślij po muzyki choć do Królewca.

Dożęli żyta, dożniem i jarki,
Nie żałuj pani piwa, gorzałki.

(Od Rajgroda, Kolberg, Mazowsze V, 113)

Antoni Gorecki 1787 -1861

Diabeł i z boże
(bajka)

Gdy Adam, co tam bardzo zgrzeszywszy podobno
Z swą połowicą nadobną,

M usiał był z raju uchodzić,

Bóg, który umie słuszność z litością pogodzić,
Stworzył zboże i wszędzie po drodze im rzucił,
Widząc to diabeł bardzo się zasmucił.

Przejrzał co bowiem miłosierdzie Boże,

Że z tego chleb być może,

Że się znajdą ludzie potem

Którzy gardząc diabła złotem

Za narzędzie ucisku nie dadzą się użyć,

Woląc o suchym chlebie świętej prawdzie służyć,
A więc pobiegł drogą skrytą

I tocząc wojnę z  miłościwym Bogiem
Wszystką pszenicę, jęczmień, owies, żyto,
Zagrzebał pilnie do ziemi swym rogiem.
Mniemał, że wiecznie pozbawił nas chleba.

Ale właśnie to zrobił, co było potrzeba.

Z podziwem jego ziarno z ziemi wschodzi
I po dziś dzień chleb się rodzi.

O! Wy! co w więzach trzymacie narody,
Przyjaciół prawdy, światła i swobody,
Grzebiecie z katowskimi pomocniki swemi
Albo w wnętrznościach zamykacie ziemi -
Zniszczyć dar Boży wszak o to wam chodzi.
Ale się na nic złość wasza nie przyda,
wkrótce obfity plon ich wolność wyda.

I właśnie z tych męczeńskich ziarenek się urodzi.